Gazeta Internetowa|:: "Ten minister będzie przedmiotem pośmiewiska"


"Ten minister będzie przedmiotem pośmiewiska"

- Minister Krzysztof Kwiatkowski będzie przez kilka dni przedmiotem pośmiewiska i słusznie - powiedział w "Rozmowie bardzo polityczna" w TVN 24 doradca prezydenta Tomasz Nałęcz, komentując dzisiejszą wizytę szefa resortu sprawiedliwości w Instytucie Ekspertyz Sądowych (IES) w Krakowie. Krzysztof Kwiatkowski w obecności dziennikarzy miał odsłuchać fragmenty zapisu z czarnych skrzynek z prezydenckiego Tu-154, mimo że nie miał na to zgody prokuratury. Sam Kwiatkowski zapewnia, nie pokazano mu "materiału z toczącego się postępowania".



Nałęcz żartował, że Kwiatkowski w czasie swojej wizyty "kokietował dziennikarki", lecz podkreślił, że nie broni ministra. - On powinien być poza podejrzeniami - powiedział. - Ministra wezmą na języki i będzie przez kilka dni przedmiotem pośmiewiska i słusznie - skomentował Nałęcz.
Drugi gość audycji, poseł PiS Adam Hofman, przyznał, że ceni ministra, lecz w tym przypadku "PR-owski bożek" dał o sobie znać i Kwiatkowski się nie popisał. Polityk uznał, że szef resortu sprawiedliwości swoim zachowaniem "raczej kompromituje sprawę i nie posuwa śledztwa naprzód".

Kwiatkowski odsłuchiwał nagrania z czarnych skrzynek
Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski zapoznawał się piątek w Instytucie Ekspertyz Sądowych z metodami badań nagrań czarnych skrzynek samolotów. Odsłuchał nagranie - jak wyjaśniał - materiał poglądowy, a nie dowód w śledztwie ws. katastrofy Tu-154M.
- Jeżeli odsłuchany był materiał poglądowy, to nie ma sprawy - powiedział PAP p.o. rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej kpt. Marcin Maksjan. Dodał, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie (która jako prowadząca śledztwo jest dysponentem zapisów z czarnych skrzynek rządowego tupolewa) nie wyrażała zgody na ich odsłuchiwanie, a taka zgoda byłaby wymagana prawem. Podkreślił, że sprawę zna tylko ze sprzecznych doniesień mediów; nie potrafił też przesądzić, czy będzie jakieś oficjalne stanowisko prokuratury wojskowej w całej tej kwestii.
W krakowskim instytucie badany jest m.in. zapis z "czarnych skrzynek" samolotu Tu-154M, przeprowadzano także potwierdzenie identyfikacji genetycznej ofiar.
Dziennikarze wraz z ministrem wysłuchali nagrania z rejestratora. Była to rozmowa wieży w Mińsku z - jak to określono - "nie naszym" samolotem oraz szum w kabinie pilotów. Sam minister wysłuchał natomiast w słuchawkach kilkusekundowego nagrania, w którym, jak poinformował, "miał wszystkie głosy". Wyraził przekonanie, iż trudność pracy polega "na rozkładaniu tych głosów, tak aby zindywidualizować ich odbiór".
Kwiatkowski tłumaczył potem, że nagrania, których odsłuchiwał, nie stanowiły materiału dowodowego objętego śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej, a były tylko standardowymi próbkami z kabiny pilotów.
- W tej sprawie mamy cztery kanały: w pierwszym i drugim mamy korespondencję radiową, w trzecim - nagrania z kabiny, a w czwartym mamy znaczniki czasu - mówiła o nagraniach z czarnych skrzynek kierownik pracowni analizy mowy i nagrań IES Agata Trewińska.

Jak wyjaśniała, "te znaczniki czasu po zdekodowaniu doprowadzą nas do tego, kiedy, o jakiej godzinie rozpoczęła się rejestracja, i kiedy się zakończyła. Natomiast trzeci kanał prowadzi nas do odtworzenia treści rozmów w kabinie; kanał pierwszy i drugi prowadzi do odtworzenia przebiegu rozmowy z wieżą w Mińsku i Smoleńsku. W tych dwóch kanałach mamy też utrwaloną rozmowę z innymi samolotami" - wyjaśniała specjalistka.
- Jesteśmy w stanie odsłuchiwać odrębnie poszczególne kanały. Natomiast wiadomo, że konstruując jak to zdarzenie przebiegało musimy równocześnie wszystkie zdarzenia zapisać. Przyjęliśmy pewien sposób graficzny, żeby poprzez przyjęcie kilkukolumnowego zapisu móc odzwierciedlić, kiedy np. była rozmowa z wieżą i co się działo wtedy w naszej kabinie, a także znaczniki czasowe, żeby móc usytuować to w czasie. Potem to wszystko trzeba będzie jeszcze skorelować z parametrami lotu - mówiła kierownik pracowni.
Specjalistka od fonoskopii poinformowała także, iż w badaniach odsłuchowych należy przeprowadzić korekcję szumu. - Całkowite zlikwidowanie szumu jest niemożliwe. Musimy mieć na uwadze, że będą badania identyfikacyjne czterech członków załogi i dwóch osób, które weszły do kabiny - powiedziała.
Jak wynikało z jej rozmowy z ministrem, specjaliści nie mają materiału porównawczego jednego członka załogi, materiał dwóch kolejnych zawiera się w pięciosekundowych nagraniach, a tylko drugiego pilota jest wystarczający. Ze względu na obecność dziennikarzy, rozmowa została przerwana - w trosce o zachowanie tajemnicy postępowania.
Pół roku po katastrofie smoleńskiej (zdjecia: 23)


Internetowy poradnik | kopia zapasowa www | prawdziwie życie