Gazeta Internetowa|:: Jak przygoda to tylko z Philipem. Z Philipem Morrisem


Jak przygoda to tylko z Philipem. Z Philipem Morrisem

Jak przygoda to tylko z Philipem. Z Philipem Morrisem
Philip Morris International (PMI) to międzynarodowa firma tytoniowa, działająca na około 180 rynkach świata. Ten światowy zasięg spowodował przyjęcie przez PMI ciekawej formy działania - oddziały i nawet małe zespoły tworzone są z pracowników z różnych stron świata.


To poza granicami kraju sprawa zupełnie normalna, w Polsce jednak takich przedsiębiorstw jest niewiele. Biznesowe powodzenie PMI w naszym kraju składa się z wielu sukcesów polskich pracowników, którzy z ochotą zaakceptowali taką wielokulturowość. To ich wygrana, ale i spółki notowanej na giełdzie NYSE w Nowym Jorku. Dla reportera ciekawe było poznanie sposobu działania tego przedsiębiorstwa, jego struktury. Najbardziej istotne było jednak to, co sądzą o działaniu firmy i swojej karierze pracownicy. Mam wrażenie, że do zatrudnienia w Philip Morris International podchodzą wręcz entuzjastycznie. Dlaczego? Z powodu otwarcia na świat, różnorodności kultur, ludzi i możliwości ciekawej ścieżki kariery. Francesco Addario, kierownik HR Centrum Usług Wspólnych, przywykł do dalekich podróży. Pochodzi z portu Bari, największego miasta nad Adriatykiem. Studiował w Padwie. Początki dorosłości nie były łatwe - pracował najpierw we Włoszech na czasowej umowie w firmie z branży stalowe, która upadła. W 2009 roku. Francesco myślał o pracy w Irlandii, ale ostatecznie trafił do PMI do Polski. W rozmowie z  mówił o potrzebie elastyczności i konieczności wyczucia innej kultury. To według niego jest ważne, gdy podejmuje się zatrudnienie w takiej międzynarodowej firmie jak PMI. Francesco za klucz do powodzenia w firmie uważa ciągłe uczenie się. Pytany, czy myśli o porzuceniu wszystkich zagranicznych doświadczeń i planuje powrót do Włoch, aby pracować między rodakami i rozmawiać w ojczystym języku, odpowiedział zdecydowanie, że nie. Mówił nam, że wciągnęła go atmosfera i praca w PMI, a trudny polski klimat nie jest problemem, jak się wydaje obcokrajowcom z Południa. - Międzynarodowa ekipa płynie wspólnym statkiem, trzeba się dostosować do warunków dla własnego i wspólnego dobra. Lubię to! - powiedział Francesco, planujący wakacje w Chinach, może w Gruzji... Katarzyna Wituszyńska, lider ciągłego udoskonalania HR, jeszcze w czasie nauki na krakowskim Uniwersytecie Ekonomicznym poznała uroki międzynarodowego środowiska - pracowała w studenckiej organizacji zajmującej się zagraniczną wymianą. Potem trafiła do wielkiej, multibranżowej firmy mającej siedzibę w Indiach. Pracowała w Delhi i Bombaju nad rozwojem kompetencji organizacyjnych oraz wielokulturowości organizacji, głównie z obywatelami Indii. Intensywnie zwiedzała ten wielki i ciekawy kraj. Dwuletnia nauka nie poszła w las. Teraz doświadczenia te procentują w pracy w Philip Morris. - Po powrocie nie trafiłam od razu do PMI, lecz do firmy zajmującej się szkoleniami, a w niej do działu HR. Brakowało mi zagranicznych doświadczeń, dlatego wybrałam Philip Morris International. Do centrum w Krakowie przenoszone były usługi HR. Z tym wiązały się liczne zagraniczne wyjazdy (m.in. do Dubaju, RPA czy na wyspę Reunion), kontakty z ciekawymi ludźmi oraz wciągająca współpraca z kilkunastoma krajami. Tak wróciłam do środowiska, które lubię - pracę w wielonarodowej firmie. Zespół w Krakowie też był na wskroś międzynarodowy - w składzie Niemiec, Rumun, Amerykanin, Portugalczyk... Po okresie migracji procesów teraz zajmuję się usprawnianiem działań HR. Także w multikulturalnym otoczeniu, co - nie kryję - bardzo mi odpowiada. Co Wituszyńską ciągnie do tak złożonych zespołów? Twierdzi, że za każdym razem to pokazuje, iż wielokulturowość pomaga w pracy. - Teraz moim szefem jest Hindus. Pracowałam w Indiach dwa lata - to wielkie ułatwienie polegające na rozumieniu wpływu tej kultury na pracę. W zespole jest Francuz - uczymy się od siebie nawzajem. To znaczy on uczy się od nas zachowań, rozumienia sytuacji, my od niego. Według Wituszyńskiej, z jej ostatnich doświadczeń wynika, iż najbardziej otwarci na zmiany i innych ludzi okazali się Serbowie. Aleksandra Drabczyk, menedżer ds. skarbu w dziale finansów, z ochotą mówi o wielokulturowym charakterze Philip Morris International. Obcokrajowcy byli i stale są w jej otoczeniu. Tłumaczy to korporacyjną kulturą PMI i twierdzi, iż jest to dla niej zupełnie normalne zjawisko. Pracuje w tym miejscu od kilku lat i nie dziwi jej, że od tego czasu miała już szefa Szweda, teraz zaś Niemca. Przedsiębiorstwo przez obsługę różnych spółek z wielu stron świata i zatrudnianie istnej mieszanki kulturowej jest świetnie przygotowane do działania na globalnych rynkach. - Cieszy mnie, że młodzi ludzie przychodzący do nas do pracy traktują tę multikulturowość jako coś zupełnie naturalnego, jako normę. W samych finansach, gdzie pracuje ponad 400 osób, mamy ponad 20 narodowości. Uważam to za bardzo korzystne. O sile przyciągania Krakowa niech też świadczy przykład z mojego departamentu - pracująca tutaj cudzoziemka postanowiła zostać w Krakowie i kupiła tu mieszkanie. To świadczy dobitnie, że chce związać się z firmą i miastem. Tak samo zrobił kolega z Portugalii. Drabczyk 1 stycznia zaczęła pracę w nowym miejscu, w PMI, a tydzień później była już w szwajcarskiej centrali operacyjnej w Lozannie. W firmie jest już siedem lat i sama nazywa je tłustymi... Podobnie myśli wielu zatrudnionych - podkreślają możliwość pracy w międzynarodowym otoczeniu zarówno w Polsce jak za granicą. Kto by nie chciał pracować przy ambitnych projektach spółki na poziomie globalnym? Albo wyjeżdżać do oddziałów w innych krajach, tak egzotycznych jak Senegal czy wyspa Reunion? Na pytanie czy wielokulturowość nie jest tylko hasłem bez pokrycia, Drabczyk odpowiedziała: - W PMI żadna dyskryminacja z uwagi na płeć, kolor skóry czy religię nie ma szans. Gdy do tego dołożymy dbałość o pracownika, przywiązywanie wagi do jego rozwoju, sytuacji i ścieżek kariery już wiadomo, dlaczego ludzie tak dobrze się tutaj czują. Mówię to całkowicie szczerze. Joanna Suwalska, kierownik ds. skarbu i projektów, w 2010 r. została szefem zespołu migracyjnego (była odpowiedzialna za przenoszenie procesów finansowych do centrum w Krakowie). Orientalne kraje, doskonała próba charakteru i umiejętności dogadywania się z ludźmi z różnych kultur, wieku i pozycji w firmie - to cechy ostatniego okresu w jej życiu. Zdała trudny egzamin, za granicą przebywała łącznie 1,5 roku, od trzech do pięciu miesięcy. Reunion - wulkaniczna wyspa na Oceanie Indyjskim jest zamorskim departamentem Francji. W sumie trzy miesiące pracy w międzynarodowej ekipie. Na wyspie Suwalska pracowała z grupą Polaków z PMI i z lokalnym zespołem (osobami m.in. z osobami z Francji i Rosji). W Senegalu w firmie byli ludzie z różnych stron i wszystko było inne - klimat, miasta, przyroda. Cenne doświadczenie. W Rumunii czuła się jak w domu. To kraj to europejski, blisko położony. Skok przez Bałkany do Chorwacji i Słowenii był dopełnieniem doświadczeń. Ciągle była w rozjazdach między różnymi krajami. Opłaciło się zdobytym doświadczeniem. Uczyła się rozmawiać z każdym w klarowny sposób. Taką komunikację uważa za najważniejszą. Wie, jak dopasowywać swój styl, potrafi nie tylko zarządzać podwładnymi, lecz być również koleżanką z pracy, partnerką z zespołu. Nauczyła się, że ludzie są różni - niektórzy w kontaktach wolą formę pisemną, e-maile, inni osobiste kontakty telefoniczne, a jeszcze inni spotkania bezpośrednie. Z doświadczenia wie, że to sprawdza się najlepiej. Akcentuje, że praca zespołowa sprawdza się najlepiej. Uczy szacunku dla innych religii, kultur. Na pytanie, co ją trzyma w PMI, odpowiedziała: - Wyzwania Lubię wyzwania, sprawdzam się. Sama sobie udowadniam, że potrafię. W lutym czeka mnie kolejne ciekawe zadanie. Tutaj można się rozwijać! Marta Chowaniec, kierownik ds. oddelegowań międzynarodowych, od czerwca 2012 r. pracuje na Filipinach, w podobnym do Krakowa centrum usług PMI. Zajmuje się pracownikami z Azji, którzy w ramach pracy w firmie wyjeżdżają w inne regiony świata. Twierdzi, że to iż praca tak daleko od Krakowa teraz nie jest przesadnym utrudnieniem. W Polsce przeszła bowiem odpowiednią szkołę - w Krakowie pracuje tak wielu obcokrajowców, że śmiało przedsiębiorstwo szczycić się może mianem międzynarodowego. Z tego zresztą powodu starała się o tę pracę i nic jej nie zaskoczyło. - Po latach pracy w PMI jestem we wspaniałej sytuacji - mam przyjaciół w całym świecie, nie zginęłabym nigdzie. Czego nauczyłam się od Filipińczyków? Przede wszystkim cierpliwości, spokoju. Na pytanie, jak zdobyć serce Filipińczyków, odpowiedziała: - Poprzez jedzenie! Wspólnie jeść lunche, przynosić z domu, zapraszać innych ludzi, celebrować. Ja jednak nie lubię tamtejszej kuchni, bowiem do wszystkiego dodają cukier. Unikając jej schudłam wiele kilogramów. Ale wspólne jedzenie jest jak najbardziej wskazane - Filipińczycy swoje, ja zaś potrawy kuchni np. włoskiej. Ani sekundy nie zastanawiała się, czy przyjąć propozycję pracy na Filipinach. Nie ma bowiem lepszej okazji na zwiedzenie Azji niż wyjazd właśnie do tego kraju. Idzie to w parze z miłością Marty do podróżowania. Sama ocenia swój pobyt w Manili jako świetne doświadczenie. Po zakończeniu kontraktu okaże się, czy wytrzyma w Krakowie bez ukochanej Azji,.. * Ok. 3000 pracowników zatrudniają spółki Philipa Morrisa w Polsce. Na świecie to ponad 78 tys. osób. * Poza Polakami, firma zatrudnia 137 obcokrajowców z 30 krajów (Grecja, Węgry, Indie, Włochy, Litwa, Rumunia, Rosja, Serbia, Szwajcaria, Turcja, Ukraina i inne). * Pracownicy posługują się ok. 20 językami. To m.in. angielski, francuski, niemiecki, holenderski, portugalski, hiszpański, włoski, serbski, czeski, słowacki, turecki, grecki, rosyjski, ukraiński. * W ostatnim roku ponad tysiąc osób z zagranicy aplikowało o pracę w PMI w Polsce. O ile nie wskazano wyraźnie inaczej, materiały graficzne umieszczone na niniejszej stronie stanowią przedmiot praw własności intelektualnej spółek Philip Morris International i są nimi chronione. KM


Internetowy poradnik | kopia zapasowa www | prawdziwie życie